Blog,  Kocie Koło

Dwa koty, jedna miłość i ogrom szczęścia | Kocie Koło

Kiedy zobaczyłam tą popielatą kulkę obaloną na bok z podniesioną łapką i lekkim zezem, od razu wiedziałam, że będzie moja. Oczywiście wcześniej oglądałam inne koty, ale nie były one do odbioru w Poznaniu, tak więc skupiłam się na swoim województwie.

Leo, bo tak dałam tej kulce na imię, był ostatnim kotkiem w hodowli, nie licząc jego siostry, która niestety musiała czekać na operację przepuklinki. Pojechaliśmy po niego, gdy miał prawie 12 tygodni, co teraz wydaje mi się błędem, ale człowiek uczy się całe życie, wtedy nie miałam pojęcia, że 13 tygodni to absolutne minimum, by zabrać kota do domu. Przeprowadzkę na szczęście zniósł bardzo dobrze, nie chował się, był ciekawski i sympatyczny. Przez kilka pierwszych dni siedziałam z nim u siebie w pokoju, raz by nie brał na siebie od razu 90m2, a dwa chciałam, by przywykł do mojego wózka – dla wielu kotów to dziwny wynalazek. No i w końcu, zależało mi na tym, by nawiązać z nim głęboką więź, a chodzenie za tym maluchem po całym mieszkaniu, byłoby dość kłopotliwe. Tak więc rzucałam mu piłeczki, bawiłam wędką, miziałam na kolanach i biurku, na którym kocha spać do tej pory. Po tych kilku dniach już cały czas miałam drzwi otwarte i zwiedzałam z Leo każdy kąt. Staliśmy się dobrymi przyjaciółmi, ja się mu nigdy nie narzucałam, a on mi się odwdzięczał barankowaniem i głośnym mruczeniem. Jest to typ kota na dystans, choć ma też skłonności do okazywania miłości jak wyżej pisałam, i to jest według mnie bardzo fajna kombinacja.

6 grudnia minionego roku znowu wyruszyliśmy po drugiego kota. W pierwszej wersji miałam poczekać do wiosny, ale wszędzie wokół słyszałam, że im szybciej tym lepiej, więc przyspieszyłam z decyzją. Na jednej z grup kotów brytyjskich pewna Pani wstawiła ogłoszenie o wolnym liliowo-białym maluchu, jednakże po okazaniu pozostałych kociąt, wybór padł na czarno-białego kociaka z łobuzerskimi oczami. Muniek aklimatyzował się trzy dni, dwa przesiedział pod łóżkiem, a jeden częściowo pod fotelem. Po tym czasie tak naprawdę pozwalaliśmy na kontrolowane spotkania, które przebiegały z buczeniem w tle, ale bez ataków. Z dnia na dzień dźwięki ucichły i nastała przyjaźń. Wtedy całkowicie się przekonaliśmy o tym, że oczy Muńka w stu procentach nie kłamią – jest to kot, którego wszędzie jest pełno, i który potrafi się bawić nawet paprochami na podłodze. Uwielbia też się przytulać i ocierać o każdą część ciała. Niestety nie moją – jego ludźmi zostali moi rodzice 😉 I trudno się mu dziwić, bo to oni byli z nim na początku najwięcej. Choć muszę mu zwrócić trochę honoru – kiedy Leo pojechał na kastrację, Munio był tak smutny, że sam do mnie przychodził i trykał mnie główką – ot, taki cwaniak.

Dlaczego akurat koty brytyjskie? Bo są inne, pocieszne w swojej pucołowatej budowie. Są też kochane, nieagresywne, bardzo cierpliwe i mądre. Jak każde koty mają swoje humory, ale trwają one krótko. Są bardzo przyjacielskie i towarzyskie, nie lubią być same.

Mimo, iż kot jako kot nie jest zwierzęciem stadnym, zdecydowanie w większości przypadków będzie się czuł lepiej w towarzystwie innego kota. Z tym że lepiej wybrać parkę lub dwóch samców, nie umiem określić dlaczego dwie samiczki trudniej się dogadują, ale wśród ludzi również prędzej dwie baby się pokłócą, aniżeli chłopy 😉 I naprawdę, jeśli myślicie o dwóch kotach, lepiej byście nie czekali zbyt długo z wzięciem drugiego, ponieważ starszym pupilom trudniej zaakceptować nowego domownika, ale nie jest to reguła. To, co faktycznie jest istotne, to socjalizacja. Nie należy iść na żywioł – nie wolno puszczać nowicjusza od razu do zapoznania z rezydentem. Istnieje bowiem ryzyko, że dojdzie do nieszczęścia lub, że koty całe życie nie będą się lubiły, a tego chyba nikt by nie chciał. Całe wprowadzenie kolejnych czterech łap doskonale opisała Dorota Szadurska, TUTAJ.

Po tych 4 miesiącach spędzonych z kotami zmieniłam o nich zdanie całkowicie. Nie uważam już ich za bezduszne i samolubne istoty, które myślą tylko o jedzeniu. Ten, kto porównał koty do ludzi, miał rację, są one bardzo do nas podobne. My również nie zawsze mamy ochotę na czułości i nie lubimy, gdy się nas tarmosi po twarzy. Nie zawsze też chcemy towarzystwa. Wiem, kiedyś pisałam o psie przewodniku, ale nie jestem egoistką i nie będę go miała dopóty warunki mi na to nie pozwolą. Leo i Muniek nie pomogą mi fizycznie w codzienności, ale mogę was zapewnić, że mój umysł poczuł ulgę. Każdego dnia budzę się z kojącym mruczeniem, każdego dnia mam gimnastykę przez zabawę lub podawanie jedzenia i każdego dnia odczuwam spokój widząc obok siebie te puchate istoty. Tak więc, nie, nie żałuję niczego.

Z racji tego, że moje życie to już nie tylko kółka, z radością zapowiadam nowy cykl Kocie Koło, gdzie będę opowiadać trochę o tych zwierzętach, opierając się na nauce i logicznym myśleniu.

Nowym cyklem zamykam stary rozdział.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *