Blog,  Książki, Muzyka & Film

FILM: Maggie, przemiana z dramatem w tle

Co czułabym będąc na miejscu Wade’a? Jak poradziłabym sobie z powolną i bolesną przemianą mojego dziecka, które ma się zaraz stać istotą żądną krwi – także mojej? Czy umiałabym je pozostawić same sobie lub zabić je i tym samym mu ulżyć? Co zrobiliby moi rodzice, gdybym znalazła się na miejscu Maggie?

Takie pytanie zadawałam sobie tuż po obejrzeniu „Maggie” z Arnoldem Schwarzeneggerem i Abigall Breslin w roli głównej. Mimo, iż film nie miał zachęcającej oceny na filmwebie, postanowiłam go obejrzeć kierując się dosyć mrocznym, a raczej przygnębiającym trailerem.

Ci, co spodziewają się klasycznego horroru pokroju „Świt żywych trupów” bądź „Walking dead” z wysypem przerażających zombie, z pewnością się zawiodą. Twórca ekranizacji nie zamierzał robić kolejnego gniota, który zniknie z naszej głowy tak szybko jak go obejrzymy. Jego zamysłem było natomiast pokazanie rodzinnego dramatu skupiającego się na chorobie ukochanej córki, jednak tym razem tą chorobą jest wirus necroambuli.

Akcja rozpoczyna się w momencie gdy nasz główny bohater Wade, (Arnold Schwarzenegger) będący również szeryfem, jedzie do szpitala gdzie przebywa jego córka, Maggie (Abigal Breslin), która została zarażona wirusem necroambuli. Policjant ma do wyboru albo zostawić dziewczynę na kwarantannie, albo zabrać ją do domu i zachować ostrożność. Ojcowski instynkt nakazuje mu spędzić ostatnie tygodnie obok dziecka, tak więc Maggie wraca do rodziny. Czas ucieka, a nasza tytułowa bohaterka z tygodnia na tydzień odczuwa coraz większe zmiany. Skóra na jej ciele stopniowo zaczyna gnić, krew już nie jest purpurowa, a oczy przysłania mleczna błona. W końcu Maggie powoli przestaje być sobą, tracąc również świadomość. Troskliwy i kochający ojciec natomiast zostaje postawiony przed trudnym dylematem…

Film już od pierwszej minuty ma ciężki i przytłaczający klimat, jednak nie ma on nic wspólnego z powiewem grozy. Nie znajdziecie w tej ekranizacji ekspresowych przeobrażeń typowych, rozkładających się zombie polujących w grupach na ludzi. Nie zobaczycie też Schwarzeneggera, który biega ze strzelbą i ratuje świat. Aktor znany nam przede wszystkim z wartkich sensacji, tutaj jest po prostu zwykłym policjantem, który kocha swoją rodzinę i bezustannie wierzy, że istnieje „lekarstwo” ratujące życie jego dziecka.

W moim odczuciu film jako dramat jest całkiem dobrym i oryginalnym dziełem Henrego Robsona. Zamiast oglądać krwawe sceny przy których często zasłaniamy oczy, możemy, a nawet jesteśmy zmuszeni do podjęcia refleksji nad tym czy umielibyśmy być na tyle silni, by stawić czoła całemu złu jakie wyrządzałby bezwzględny wirus przemieniający człowieka w potwora. Czy potrafilibyśmy być przyjaciółmi do końca, jak przyjaciele Maggie, czy jako rodzice umielibyśmy zachować spokój i w końcu jak byśmy postąpili będąc nosicielami choroby? Przy tym całym poszukiwaniu własciwych odpowiedzi towarzyszy nam piękna, melancholijna muzyka i dość surowy obraz.

Moja ocena – 8/10. Jeśli mamy wolny wieczór i chcemy go poświęcić na film grozy, od razu odradzam tę pozycję. Natomiast jeśli mamy ochotę na wartościowy, nieco inny niż wszystkie dramat, nastawmy się na emocje wynikające z refleksji. Czasem warto zadać sobie pytanie co bysmy zrobili będąc w dramatycznej sytuacji. I niekoniecznie muszą to być choroby rzeczywistego świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *