Blog,  Zdrowie & Seks

Higiena intymna z Viankiem i Deumavanem – recenzja

Higiena intymna – jedna z najważniejszych czynności w życiu każdej kobiety – przynajmniej powinna być najważniejsza, bo wciąż wiele z nas o niej zapomina bądź przeprowadza higieniczny rytuał nieumiejętnie. Czym i jak pielęgnować okolice intymne, by uniknąć nieprzyjemności? Będzie to pierwsza część moich propozycji.

To czym myję okolice intymne jest dla mnie istotną kwestią nie tylko przez oczywisty fakt higieniczny, ale również dlatego iz jestem alergikiem. Nie zliczę ilu płynów do higieny intymnej uzywałam. Nivea, Lactacyd, Biały Jeleń, Tołpa itd, itd… Moim ulubieńcem od dłuższego czasu był Lacibios Femina z bardzo fajnym składem, ale to, co mnie w nim denerwowało to brak zapachu. Pewnie część z Was mi powie, że emulsja do mycia naszych delikatnych sfer ma „czyścić, nie pachnieć, ale dlaczego by nie połączyć obu tych rzeczy i przy okazji nie wyrządzić sobie szkody?
O szkodzie piszę nie bez powodu: ile z Was, drogie Panie, myśli o tym co zostało dodane do kosmetyku, którym myjecie krocze? Niestety, bardzo, bardzo często znajdują się tam przeróżne substancje chemiczne, które mają powodować większe pienienie, bardziej gluutowatą konsystencje i niesamowite efekty kolorystyczno-zapachowe. Producenci w całym tym dopracowywaniu emulsji idealnej zapominają o tym, że kobiece narządy płciowe to sprawa delikatna, potrzebująca przede wszystkim witamin do odbudowy i kwasu mlekowego, który utrzyma ph poniżej 4.0, a nie 5 – tutaj nie tylko chodzi o kobiety ze skłonnością do infekcji.

W poszukiwaniu nowych wrażeń, przede wszystkim tych dobrych trafiłam na kosmetyki marki Vianek.

Vianek to polska marka kosmetyków naturalnych. Nie ma w nich parabenów, sls’ów i innych złych substancji – dowodem na jego przyjazny skład jest krótka data ważności: trzy miesiące po otwarciu. Marka w swoim asortymencie ma dwa płyny do higieny intymnej: nawilżający i kojący. W moje ręce trafił ten drugi i przyznam szczerze, że po powąchaniu go oszalałam – przywitał mnie bowiem nieziemski zapach owoców leśnych. Co zatem z podrażnieniem? Nic takiego się nie wydarzyło.

Viankowy żel nie tylko pięknie pachnie, ale ma także mnóstwo składników łagodzących i nawilżających: alantonina czy penthanol.
W płynie znajdziemy ekstrakt z liści borówki i zbawienny kwas mlekowy dający ph 4.0 – czyli odpowiednio niskie.
Pomimo braku SLS płyn dobrze się pieni, a jego konsystencja jest taka jak być powinna – choć zawsze mam z tym problem jak czytam na innych blogach, że coś jest za rzadkie – ta emulsja jest rzadka, ale nie zauważyłam, by to w czymś przeszkadzało.
Butelka jest beczułkowata, ma wygodną pompkę i pojemność 300 ml – biorąc pod uwagę datę ważności to jest ona dość spora, dlatego czasami używam tego płynu nie tylko do mycia miejsc intymnych, ale i całego ciała oraz włosów jako środek zakwaszający.
Cena produktu waha się od 14 do 24 zł.
Gorąco polecam wszystkim kobietom kochającym pachnidełka, również tym, które są alergiczkami 🙂

Drugi produkt jaki chciałabym Wam przedstawić i o którym pewnie mało z Was wie, to Deumavan.

Jest to maść do codziennej pielęgnacji miejsc intymnych zarówno kobiet jak i mężczyzn. Wiele podobnych produktów zawiera w składzie wodę, co jest dość paradoksalne, ponieważ nadużywanie wody w okolicy intymnej skutkuje rozwojem bakterii i grzybów. W przypadku Deumavanu skład jest bardzo prosty: Paraffinum Liquidum, Petrolatum, Paraffinum, Tocopheryl Acetate. Jak sami widzicie, jest to produkt na bazie samych olei, dlatego jego zastosowanie nie ma prawa nikomu zaszkodzić, a już tym bardziej przyczynić się do infekcji. Jeśli chodzi o pH maści, to jest ono obojętne.

Kiedy Deumavan się sprawdzi? Zawsze, gdyż na uszkodzenie warstwy skórnej w okolicach intymnych narażona jest każda kobieta. Poza tym maść poleca się stosować:
po myciu i dokładnym osuszeniu miejsc intymnych
– przy pieluszkowaniu.
– podczas siedzącego trybu życia
– po basenie
po każdym, nadmiernym podtarciu sromu lub odbytu
po seksie i podczas seksu (ale nie z prezerwatywą lateksową)

Warto zapamiętać, że każde, nawet najmniejsze uszkodzenie naskórka powoduje nieprzyjemne dolegliwości. Używanie preparatów na bazie wody i alkoholu, takich jak Provag czy Trivagin, może się tylko jeszcze bardziej przyczynić do powikłań. Nie piszę tego, bo tak podaje producent, ale dlatego, że rzeczywiście woda jest „sielanką” dla drobnoustrojów, a alkohol wysusza skórę. Jaki jest więc sens stosowania powyższych preparatów? Żaden. Przyznam szczerze, że sama niegdyś je stosowałam i przynosiły ukojenie tylko na chwilę – później czułam świąd i Saharę. Dlatego też zaczęłam szukać czegoś niereklamowanego i niekomercyjnego, czegoś co faktycznie natłuści skórę i będzie zdrowe. Stosując Deumavan pierwszy raz mogłam naprawdę odczuć równicę. Substancja nie tępi naskórka i nie pozostawia wrażenia wilgoci. Stosuję go nawet kilka razy dziennie i nie mam obaw, że przesadzę. Moja pierwsza tubka maści miała 50 ml i była bezzapachowa, kupiłam ją w aptece za 32 zł – dosyć drogo, ale dalej nie drożnej porównując inne produkty, które mają po 30 ml. Drugą tubkę lawendowego Deumavanu kupiłam za 55 zł – 120 ml. Trudno mi określić czy to dużo czy mało, ponieważ staram się nie oszczędzać na tego typu kosmetykach. Wydaje mi się, że cena jest adekwatna do objętości i jakości – kosmetyk jest bardzo wydajny. Myślę, że pozostanie ze mną tak długo, jak długo będzie dostępny w sprzedaży.

Drogie kobiety (i nie tylko), zadbajcie o swoje miejsca intymne w sposób zdrowy. Nie zawsze wszystko co widzimy w reklamach jest dobre. Miejsca intymne to zbyt delikatna sfera, by na niej eksperymentować, okładajac ją parabenami, alkoholami, SLS’ami i innymi związkami chemicznymi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *