Blog,  Zdrowie & Seks

Niepełnosprawna kobieta u ginekologa – norma czy niewygodny problem?

ginekologa chyba każdy wie. Zdrowie intymne zawsze było ważne, jednakże w ostatnich latach coraz więcej kobiet cierpi z powodu wszelakich infekcji, które nieleczone mogą być groźne dla życia. Ginekolodzy apelują, by odwiedzać ich przynajmniej raz do roku. Jednak czy biorą równie poważnie panie z widoczną niepełnosprawnością?

Wizyta u ginekologa jest dla mnie niezwykle ciężkim tematem. Pomimo, iż trzy lata temu znalazłam ginekologa, to przyznam szczerze – była to droga przez mękę. Była to również okrutna lekcja, która niejednokrotnie udowodniła, że lekarze niekoniecznie powinni zostać lekarzami.

Miałam osiemnaście, może dziewiętnaście lat, gdy po raz pierwszy wybrałam się do ginekologa. Borykałam się wówczas z upierdliwym swędzeniem, tak więc odwiedziłam pana doktora, którego poleciła mi moja ciocia. Do gabinetu udałam się z kuzynką, bo wiem, że mogę jej zawsze ufać. Po wejściu do gabinetu zobaczyłam młodego pana. Wrażenia wizualne i to, że mnie posadził na fotelu, były jedynymi pozytywnymi rzeczami jakie mnie wtedy spotkały. Podczas całej wizyty czułam, że to nie ja byłam pacjentką, ale moja kuzynka. Poza tym wywiad był przeprowadzony niekompletnie. A może doktor był jasnowidzem i po prostu wiedział, iż jestem dziewicą?

Drugi raz poszłam do kobiety mając nadzieję, że ta będzie bardziej świadoma pewnych rzeczy, ale niestety się przeliczyłam. Pani, grubo po czterdziestce, bez wyrazu. Co prawda rozmawiała ze mną, nie z bratową, jednakże również nie padło pytanie o seks. Samo badanie było tak intensywne i „brutalne”, ze nawet moja osoba towarzysząca była przerażona. Pani doktor za wszelką cenę chciała mnie posadzić na fotelu, mimo, iż jej to kompletnie nie wychodziło, a gdy już się na nim znalazłam, wsadziła mi między nogi narzędzie przypominające korkociąg (?!). Gabinet nie był w żadnym stopniu nowoczesny i pewnie były to pozostałości po czasach Hitlerowskich. No dobrze, nie śmieję się, tu faktycznie trzeba płakać.

Trzeci raz, zrezygnowana odwiedziłam ginekologa na moim osiedlu. To było kilka tygodni po moim pierwszym razie, więc uznałam, że wypadałoby się dobrze zbadać. Bardzo sympatyczny lekarz koło pięćdziesiątki. Zapytał najpierw, co mnie do niego sprowadza i mu powiedziałam prawdę, że niedawno straciłam dziewictwo i chciałam się upewnić czy wszystko jest w porządku. Czy był zaskoczony? Nie zauważyłam. Przeniósł mnie na fotel, zbadał, a po wszystkim porozmawialiśmy o antykoncepcji i moich studiach. Wizyta była bardzo przyjemna, dlaczego więc po roku już tam nie wróciłam? Może dlatego, że lubię estetykę, a wnętrze gabinetu również nie było specjalnie na czasie. Przede wszystkim fotel, przypominał wojenne klimaty i to mnie chyba zniechęciło.

Panią doktor, do której obecnie chodzę, odszukałam przez popularny portal z ocenami specjalistów: www.znanylekarz.pl. Po pierwsze chciałam, by to była młoda kobieta. Patrzyłam też na to, aby klinika/przychodnia/gabinet były nowocześnie zaopatrzone, w porządny fotel i budzące zaufanie urządzenia medyczne. Trafiłam na profil młodej lekarki i postanowiłam właśnie ją odwiedzić. Po przekroczeniu progu gabinetu przywitała mnie i kuzynkę przemiła osoba, która zapytała czy mam problem z komunikacją i przeprowadziła wywiad. Pytanie o współżycie padło samoistnie i to sprawiło, że nabrałam zaufania. Przy badaniu tłumaczyła kolejne kroki, co również dodało plusów, jak i to, że w końcu otrzymałam leki na dolegliwości nabyte po długotrwałej antybiotykoterapii. Po wyjściu wiedziałam, że raczej przez długie lata nie zmienię lekarza.

Uważam, że ta cała turystyka lekarska i wszelkie urazy w głowie nie musiały mieć miejsca. Mamy XXI wiek, gdzie zatem się podziali lekarze uszyci na miarę obecnych lat? Czy niepełnosprawność nawet dla ginekologów musi oznaczać brak seksualności i chęci dbania o zdrowie? Wydawać by się mogło, że medycyna dostatecznie tłumaczy fakt, iż osoby mające problem z nogami, mają problem tylko z nimi, a nie z płodnością czy pochwą.  Czy podczas studiów medycznych mówi się, iż osoby np. z porażeniem mózgowym są nieświadome siebie i życia, które je otacza, zatem broń Boże nie należy je pytać o te rzeczy? Nie jestem pewna czy w ogóle studenci medycyny (oprócz neurologii i ortopedii) są konfrontowani z takimi przypadkami, nie wspominając już o osobach upośledzonych, którym się tym bardziej przypisuje (niepotrzebnie) aseksualność.

Nie tak dawno stowarzyszenie Homo Faber zbadało dostępność gabinetów ginekologicznych dla kobiet na wózkach w województwie lubelskim. Z 19-stu placówek, żadne nie jest odpowiednio przygotowane. To naprawdę niepokojąca informacja, zważywszy na to, że w Polsce takich gabinetów jest kilkaset. Głównie chodzi o fotele ginekologiczne, które nie mają regulacji wysokości. Żeby kobieta mająca problem z poruszaniem mogła na niego wejść musi poprosić o pomoc lekarza/pielęgniarkę, a Ci niestety bardzo często nie wykazują takich chęci bądź cała procedura jest wykonywana bardzo nerwowo. Można też przyjść z partnerem, przyjaciółką, ale co jeśli nie chcemy, by w takiej chwili uczestniczyła osoba trzecia? Ciekawostką jest cena foteli ginekologicznych. W tej chwili nie można kupić starodawnych konstrukcji, a jeśli można to używane. Koszt nowego fotela o regulowanej wysokości jest wyższy o góra dwa tysiące od tego, ze stałą wysokością, zatem jeśli lekarzowi zależy na dobrym postrzeganiu gabinetu, na pewno da radę kupić najtańszy (około 5 000 zł) fotel elektryczny. Tutaj rzecz jasna należy mieć na uwadze nie tylko kobiety niepełnosprawne, ale także te niskiego wzrostu.

Co bardziej ma wpływ na zły odbiór ginekologów przez kobiety poruszające się na wózku? Podejście lekarza czy brak przystosowania gabinetu? Moim zdaniem gabinet to jedno, ale głównym czynnikiem jest kompletny brak podejścia lekarzy. Bardzo fajnie, że lekarz ma ukończone studia z najwyższymi stopniami, ze ukończył setki kursów i uczestniczył w tysiącu konferencjach. Pytanie tylko czy ma to jakiekolwiek znaczenie skoro przychodzi do niego niepełnosprawna kobieta, a on nie wie jak się zachować? Wydaje mi się, że nie. Nieważne czy pacjentka jest po wypadku czy ma porażenie mózgowe. Może być nawet upośledzona. Obowiązkiem ginekologa w takich sytuacjach jest ocena komunikacji pacjentki i przeprowadzenie wywiadu bezpośrednio z nią, (jeśli mówi dość wyraźnie dla niego samego), albo za pośrednictwem osoby asystującej, ale nigdy z, czyli nie na zasadzie: czy pani koleżanka miesiączkuje regularnie? To brzmi niemożliwe, ale wierzcie mi, tak bywa u lekarza. W żadnym wypadku nie powinno się również pomijać pytania o współżycie, nawet, jeśli się komuś to wydaje abstrakcyjne. Planowanie rodziny przez kobiety na wózku też nie powinno dziwić ginekologów, ponieważ to jest decyzja tylko i wyłącznie danego przypadku. Panie po urazach, z łamliwością kości, po porażeniu mózgowym – czterokończynowym także – rodzą dzieci i cała ciąża z reguły przebiega bezproblemowo. Jeśli zdarzy się jakiś, warto wziąć pod uwagę, że nawet u pań chodzących nie zawsze podczas ciąży jest kolorowo.

Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy ginekolodzy przestaną się kierować stereotypami, jeśli nawet chodzącym Paniom potrafią rzucać niewłaściwe komentarze. Myślę, że najlepszym sposobem, by się nie naciąć jest wcześniejsze poinformowanie lekarza w mailu, że jest się osobą z takim i takim schorzeniem, że się współżyje lub nie współżyje i czy jest możliwość wykonania badań. Jeśli lekarz odpisze w grzecznym i poważnym tonie możesz zaryzykować wizytę, podczas której tak naprawdę się wszystko wyjaśni. Jeśli natomiast z maila będzie wiało wykrętem, szukaj dalej.

Pamiętaj! Prędzej czy później będziesz musiała odwiedzić ginekologa. Ocena Twojego stanu zdrowia może mieć kluczowe znaczenie w przyszłości. Od Ciebie też zależy to jak takie „niecodzienne” wizyty wpłyną na postrzeganie niepełnosprawnych kobiet przez ginekologów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *