Blog,  Życie & Codzienność

PIĄTE KOŁO – dlaczego, po co i na co?

Wpis o piątym kółku miałam napisać nieco później, ale pewne sprawy nabrały nieoczekiwany obrót i z tego też powodu przyspieszyłam moje myśli. Właściwie to zostałam zmotywowana do tego przez koleżankę ze studiów, ale uważam, że dobrze się stało ponieważ niektórych rzeczy nie warto odkładać na potem.
Pierwsze skojarzenie związane z piątym kołem, które Wam przychodzi pewnie do głowy, to coś kompletnie niepotrzebnego. Prawda w rzeczywistości jest zupełnie inna. Piąte koło w moim przypadku, i w przypadku innych osób z dysfunkcjami ruchu jest krokiem na przód. Dlaczego?
Rodzajów takiej niepełnosprawności jest naprawdę bardzo dużo. Jedni utykają, inni muszą pokonywać przeszkody na wózkach. Dla tych drugich szczególnym utrudnieniem jest sytuacja, gdy nie mają pełnej kontroli nad górną częścią ciała. Mowa tu o rękach – występuje w nich na przykład niedowład lub przykurcze. Wtedy taka osoba jest zdana na pomoc innych, nie tylko w czynnościach codziennych, ale i w przemieszczaniu się.

No dobrze, ale czym to piąte kółko jest? Najprościej je porównać do handbike’a, roweru poziomego dla osób niepełnosprawnych. Różnica jednak polega na tym, że na taki rower trzeba się przesiadać i jest on dosyć dużych gabarytów, więc nie wszędzie można nim wjechać – dlatego handbike jest wykorzystywany przede wszystkim do długich rajdów na powietrzu. Piąte kółko natomiast to tylko przednia część takiego roweru, którą przymocowuje się do ramy własnego wózka za pomocą motylków. Jest to zdecydowanie prostsze rozwiązanie, zwłaszcza, kiedy chcemy pojechać na spacer, do restauracji, na wykład czy do sklepu. Nikt nam wówczas nie będzie robił obiekcji, że nasz sprzęt zajmuje dużo miejsca – tutaj również ucieszą się Ci, którzy nie mają tyle przestrzeni do przechowywania takiego kolosa w domu.
Jaki cel ma piąte koło? Trochę już o tym wspomniałam w poprzednim akapicie. Jestem pewna, że każdy człowiek uzależniony od drugiej osoby, chciałby w końcu poczuć się wolny. Wstać rano i postanowić sobie: ok, po obiedzie pójdę na krótki spacer albo pobuszuję trochę po galerii handlowej bez spiny, a nie myśleć nad tym czy uda się kogoś znaleźć, kto mógłby w tym nam pomóc. Nie uważam, że wyjście z kimś jest złe, natomiast musicie przyznać, że poczucie niezależności w dowolnej chwili jest fajne, prawda? Nie trzeba od razu pokonywać kilometrów. Na początku nawet pół godziny daje ogrom satysfakcji, a im dłużej się z czymś oswaja, tym ta satysfakcja większa. Sprzęt, o którym piszę, to nie tylko wolność psychiczna, ale także fizyczna. Dzięki temu sprzętowi zmuszamy nasze ciało, które wciąż jest w bezruchu, do pracy, a praca ta korzystnie na nie wpływa. Łatwo sobie to wyobrazić, bo każdy chodzący człowiek wie, że gdy jest uziemiony przez kilka dni na przykład w szpitalnym łóżku to jego mięśnie nagle robią się dziwnie sztywne i obolałe. Dlatego tak ważne jest, by z nich korzystać regularnie.
Nie wiem czy można przypisać piątemu kółku jakieś wady. Są różne modele: manualne, hybrydowe i elektryczne (dla leniuszków 😉 ) i do każdego z nich można dobrać potrzebne akcesoria. Załóżmy, jeśli ktoś ma niedowład lub przykurcze, może sobie wybrać półzamknięte korby z przedłużeniem na ręce, by te były stabilniejsze. Można tez dostosować przerzutki tak, aby można było je przestawiać brodą bądź nosem – jak kto lubi :).  Oczywiście koszyk na torebkę, zakupy tez można przykręcić, zatem nie ma obaw, że będziemy zmuszeni do obładowywania swoich kolan imprezowymi trunkami lub pełną siatką prezentów.
Wspominając o tym, że kółko nie ma wad, nie wzięłam pod uwagę jednej kwestii. Firmy, które produkują te przystawki pochodzą z Niemiec (np. Stricker) albo Holandii (Batec). Jest też firma Sunrise Medical mająca zakłady produkcyjne również w Anglii czy Hiszpanii, ale to dalej nie nasza waluta. Funty i euro to niestety kupa kasy i dla przeciętnego Kowalskiego wydanie średnio 15 tysięcy złotych to często nieosiągalne szaleństwo. Tu trzeba zapłacić za mieszkanie, tam kupić leki, gdzie indziej jedzenie oraz inne rzeczy potrzebne do funkcjonowania, i niestety nie zostaje nic lub stówka na coś dodatkowego. Niestety żaden polski producent nie wpadł na pomysł, by taki sprzęt robić na miejscu, za nasze polskie pieniądze. I to jest niestety bardzo smutne, ponieważ gdyby tak było, ludziom niepełnosprawnym żyłoby się łatwiej za góra dwie pensje.
Ja postanowiłam walczyć o kółko, bo wiem, że to nie jest bezsensowny wymysł. Chcę pokazać ludziom jak powinno być. I chcę spełniać kolejne marzenia – razem z piątym kołem. Mam nadzieję, że w końcu mi się to uda.

Chcesz poznać świat piątego kółka?
Koniecznie wejdź na strony producentów:
Możesz też przekazać „piątkę” i tym samym przybliżyć mnie do osiągnięcia celu.
Jak to zrobić, dowiesz się z mojego fanpage’a na facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *