Blog,  Codzienność

Skończyłam studia i nie mam pracy. Bo jestem osobą niepełnosprawną.

Kiedy zapisywałam się na studia z marketingu internetowego, wierzyłam, że gdy je ukończę będę bardziej zauważalna. Piszę bardziej, bo aby być grafikiem komputerowym nie trzeba mieć papierka. Podobnie jak z wieloma innymi zawodami, gdzie wystarczy po prostu dryg, umiejętności i poczucie estetyki.

W ciągu tych trzech lat, dowiedziałam się wielu naprawdę przydatnych rzeczy, którymi bym sama się pewnie nigdy nie zainteresowała i pewnie byłby to mój wielki błąd. Bo oprócz projektowania „fajnych” logotypów, ulotek, warto poznać zasady tworzenia kampanii reklamowych czy technik sprzedaży. Wykładowcy nie traktowali mnie ulgowo i chwała im za to. Dzięki temu poprawiałam swoje myślenie tak, by było jeszcze praktyczniejsze. Ja naprawdę czułam się na tych studiach dobrze. I w końcu mogłam marzyć o pracy w agencji reklamowej. Moi znajomi z roku juz podczas studiów podejmowali pracę w wybranym kierunku i mieli się czym chwalić.

U mnie na marzeniach się niestety skończyło.

W zeszłym roku w styczniu zaczęłam pracę jako grafik w znanej firmie medycznej. Pracy było niewiele. Pieniędzy? Patrząc na to, ile zarabiają graficy bez orzeczenia – poniżej normy. Ktoś może jednak pomyśleć: nie narobiła się i dostawała półtora tysiąca na rękę. Tylko wiecie co? Jako że wybrałam taki zawód jaki wybrałam, wolałabym za te 1500 złotych pracować za dwóch. I mieć przy tym szersze perspektywy zawodowe, szanse na awans i zdobycie większych umiejętności. A na to, w tamtej firmie liczyć nie miałam co.

W trakcie studiów zrobiłam praktyki w biurze podroży, gdzie właścicielem jest mamy znajoma. Dlatego, ze nigdzie indziej nie mogłam lub nie chcieli takiego kłopotu. Teraz, gdy już trzy miesiące nie mam pracy, bo dofinansowanie się skończyło, znowu widzę, że nie mogę się rozwijać, bo… jestem kłopotem.

Od kiedy mi wygasła umowa, wysłałam chyba z 30 CV do firm, które szukały grafika lub social media menagera. Nikt nie odpisał, choć szukali tzw. juniora. Być może dlatego, że żadna z tych firm nie posiadała warunków pracy chronionej. które de facto nie są wymagane przy zatrudnianiu osób z niepełnosprawnościami. Owszem, w tej sytuacji mogłam się spodziewać, że nikt mnie nie przyjmie, ponieważ ma ograniczoną wiedzę, ale wiecie co jest najśmieszniejsze?

Kiedy szukam pracy dla osób z orzeczeniem o niepełnosprawności, to nie ma ofert zdalnych dla grafików, lub ofert w moim mieście. Na jakie stanowisko zatem mogę liczyć? Sprzątaczki, stróża, ochroniarza czy portiera. Takich propozycji dla osób z niepełnosprawnościami jest od groma. Sorry, ale ja siebie nie widzę w żadnej z tych ról. Nie dlatego, że gardzę takimi zajęciami, ale dlatego, że moje ograniczenia fizyczne nie pozwoliłyby mi na umycie wysokich półek, sięgnięcie kluczy z wysokiej tablicy czy schwytanie złodzieja.

Ta beznadziejna sytuacja strasznie przygnębia. Jest tyle możliwości pracy przy komputerze, a nikt nie pomyśli o tym, by przystosować stanowiska. Przecież to nie jest coś co wymaga wyrzeczeń, a wręcz przeciwnie, taka firma czerpie korzyści z zatrudniania osób niepełnosprawnych, są to m.in. refundacje składek ZUS, zwroty kosztów czy dofinansowanie do wynagrodzenia. Moje pytanie zatem brzmi, dlaczego dobrze wykształcona osoba poruszająca się na wózku nie może wykonywać pracy, która wymaga jedynie komputera, skoro robi to dobrze i w podobnym tempie?

Według mnie, to znowu ignorancja ze strony pracodawców i stereotypy, których my, Polacy, nie potrafimy złamać. Po co nam grafik na wózku, skoro możemy mieć grafika chodzącego, i to nic, że w pracy i tak siedzi na dupie – w domu lub biurze. Albo webmastera, albo speca od reklamy na FB. Jeśli ludzie byliby inteligentni, to wiedzieliby, że taki fach wymaga jedynie umiejętności manualnych. Ja sobie je wypracowałam przez 15 lat sama w domu. Inni graficy także. I fakt, że mam porażenie mózgowe, nie oznacza, że wykonuje projekty gorzej, wolniej, inaczej.

W tym roku ruszają studia magisterskie z marketingu internetowego. W pierwszej chwili ta informacja mnie bardzo ucieszyła. Później natomiast zadałam sobie pytanie, po co mam robić magisterkę, skoro nikt na to nie zwróci uwagi, bo nie ma nikogo, kto byłby gotowy zmienić coś w swojej firmie?

Jeśli się mylę, czekam na oferty pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *