Blog,  Życie & Codzienność

Ułatw sobie życie: czytnik ebooków Kobo Glo – recenzja

Dzisiaj przychodzę do Was z rzeczą, która powinna zaciekawić nie tylko płeć żeńską, bo mężczyźni chyba też czytają książki, prawda? 🙂 Taką mam przynajmniej nadzieję. Mowa jednak nie będzie o samych książkach, ale o czytniku ebooków. Można ten wpis potraktować też jako recenzje, która z pewnością odpowie Wam na pytanie czy warto.

O czytnikach książek słyszałam tak naprawdę już bardzo dawno temu. Nigdy jednak żadnego nie widziałam na oczy i nie interesowałam się nimi. Do momentu, gdy mój Mich mi nie zaprezentował swojego czytnika w pociągu. Byłam wówczas bardzo zafascynowana tym, że położył sobie Kindla na oparciu i jednym kliknięciem przewracał stronę. Pomyślałam sobie wtedy ile ja wkładam wysiłku w czytanie normalnej książki, bo tu mi podskoczy ręka i strony się przewrócą, albo nie daj boże jakąś stronę niechcący podrę, co też czasami się zdarzało. Po powrocie znad morza zgłębiłam więc temat ebookow.

Szperając na Allegro widziałam, że czytniki są bardzo tanie i bardzo drogie. Najtańszy na tamten okres kosztował jakieś 150 zł, a najdroższy 700 zł. Mich mnie namawiał na Kindla ze względu na jasny ekran, jednak jeśli miałam już kupić swój własny czytnik, chciałam by był dotykowy, a niestety dotykowe Kindle to spory wydatek. Przejrzałam zatem blogi z recenzjami i zainteresowała mnie największa konkurencja Kindla, firma Kobo, mająca w swojej ofercie jedynie czytniku dotykowe. Jako pierwszy zamówiłam Kobo Touch, który kosztował 200 złotych. Niestety jego wady zewnętrzne (był to czytnik ze zwrotów) mnie nieco irytowały i dlatego go odesłałam. Z samego działania byłam bardzo zadowolona i pewnie dlatego zdecydowałam dołożyć jeszcze stówę i być pewna, że sprzęt przyjdzie nieużywany. Drugi raz wybrałam Kobo Glo, w wersji nie HD, bo wersja HD poza bodajże jaśniejszym ekranem nie różniła się niczym, no może jeszcze miała większą rozdzielczość – obawiam się jednak, że przy czytaniu nie ma to znaczenia, a czytnik służy jedynie do czytania.

Kobo Glo jest dostępny w czterech wariantach kolorystycznych: czarnym i białym z szarym, niebieskim lub różowym tyłem, który został wzbogacony o eleganckie pikowanie. Ma ekran o przekątnej 6’ i rozdzielczość 1024 x 768, czyli nie małą biorąc do porównania Kindle Classic. Wymiary modelu Glo to 15, 7 cm × 11,4 cm × 1 cm, a więc jest minimalnie większy od wersji HD. Wielkość pamięci czytnika to 2GB, która pomieści kilkaset bądź kilka tysięcy książek (w zależności od ilości stron), ale jeśli ktoś potrzebuje więcej może rozszerzyć pamięć kartą microSD. Czytnik ma rzecz jasna ładowarkę podłączaną do komputera, czas działania bez ładowania to około miesiąc.

Obsługa:

Obsługa czytnika, mimo braku języka polskiego jest bardzo prosta i intuicyjna. Na ekranie głównym po pierwszym włączeniu urządzenia mamy foldery biblioteczne, sklepowe i inne, które ja osobiście usunęłam, bo nie lubię bałaganu. W samej bibliotece możemy sobie utworzyć kolekcje o dowolnej nazwie, ja mam np.: thrillery, obyczajowe itd. Czytnik możemy wyłączyć przełącznikiem u góry, gdy to zrobimy na ekranie jako wygaszacz pojawia się okładka książki, którą obecnie czytamy oraz informacja o tym ile już przeczytaliśmy w procentach. Po włączeniu czytnika od razu nam się wczytuje strona, na której skończyliśmy. Stronę w Kobo Glo przewijamy w bardzo prosty sposób: jeśli chcemy przejść do następnej – dotykamy ekran po prawej, jeśli chcemy wrócić, dotykamy ekran po lewej. Aby przejść do o wiele dalszej strony i nie klikać po kilkanaście razy, wystarczy dotknąć dół ekranu, pojawi się wówczas pasek z ustawieniami, gdzie mamy m.in. strzałeczki rozwijające „zaawansowany” pasek przewijania stron, co jedną lub co kilka. Jeśli klikniemy w trakcie czytania w prawy górny róg, zrobimy sobie zakładkę, by się nie pogubić w przypadku chęci przewertowania książki. Zakładki nie trzeba jednak robić w przypadku, gdy chcemy zacząć czytać inną książkę równocześnie, ponieważ czytnik sam zapamiętuje gdzie skończyliśmy daną książkę. W przypadku modelu Glo dobrym rozwiązaniem poprawiającym czasem korzystanie z urządzenia są wbudowane lampki LED – to nic innego jak podświetlenie ekranu przydające się np., gdy jesteśmy w przyciemnionym pomieszczeniu lub gdy chcemy czytać w całkowitej ciemności, powiedzmy w nocy. Powiem Wam szczerze, że mi zawsze brakowało czytania w łóżku. W pozycji lezącej w ogóle nie mogę czytać normalnych książek, bo mi spadają, zamykają się i ciężko mi przewrócić stronę. Musiałabym wykonywać akrobacje i zapalać światło, które ktoś później by musiał zgasić. Z czytnikiem tego problemu nie mam, włączam go, zapalam lampki w ekranie, opieram go o pilota, leząc na boku i po prostu czytam.

Ustawienia.

Oprócz zmiany języka z angielskiego na francuski, japoński, niemiecki, włoski, hiszpański, portugalski i dużo innych, możemy zmienić ustawienia automatycznego wyłączania czytnika lub sposobu przewijania stron i częstotliwości ich odświeżania – ekran czytnika to tzw. e-papier, kory czasami pozostawia odbitki poprzednich stron i dlatego funkcja odświeżania się przydaje – ja odświeżanie ustawiłam na co piątą stronę. Z ogólnych ustawień warto też wspomnieć o ustawieniach daty i czasu oraz Wi-Fi – ja ze swojego Wi-Fi z pozycji czytnika skorzystałam tylko raz, by pobrać najnowszą aktualizację – poza tym internet mi się nie przydał. Do najbardziej istotnych ustawień mogę zaliczyć ustawienia podczas czytania, które regulujemy tam gdzie przy zaawansowanym przewijaniu stron – dotykamy dół ekranu i po pojawieniu się paska wybieramy Aa. Tam mamy rzeczy najprzydatniejsze: marginesy, wielkość czcionki, krój czcionki i jej kontrast. Możliwości jest naprawdę wiele i możemy bez problemu przystosować czytnik tak, by również mogły z niego korzystać osoby z wadą wzroku, nawet tą głębszą. W normalnej książce niestety nie możemy powiększyć liter, więc gdy jesteśmy np. zmęczeni, często odkładamy lekturę na inny dzień. Co do samych lampek to również możemy regulować ich moc podświetlania albo z pozycji ustawień klikając na górze ekranu i wybierając menu oraz ikonkę brightness, albo z poziomu czytania przesuwając opuszkiem palca po lewej stronie ekranu w górę lub w dół – wówczas płynnie regulujemy jasność.

Podsumowanie.

Ogólnie rzecz biorąc jestem naprawdę zadowolona z modelu Glo firmy Kobo. Nie zauważyłam żadnych wad i również nie uważam, by wadą był szary ekran, bo w końcu książki też nie zawsze możemy kupić z śnieżnobiałym papierem. Jeśli ekran jest dla nas za ciemny, ponieważ akurat jedziemy tramwajem lub nie zawsze w domu mamy najjaśniejsze warunki, możemy wspomóc się wbudowanymi lampkami, które rozprowadzają równomiernie taflę światła. Czytnik jest porządnie zbudowany, i ma stylowy wygląd. Jeśli potrzebujecie czytnika do tego, do czego jest on przeznaczony, czyli do czytania, spokojnie możecie wybrać Kobo Glo.

Akcesoria. Polecam dokupić do czytnika oryginalne lub dedykowane etui. Piszę oryginalne nie po to, by zrobić reklamę, ale ostatnio niestety skusiłam się na pokrowiec uniwersalny Hamy, z którego czytnik wypadał. Etui do Kobo można znaleźć na allegro (oprócz „pochewek” można się załapać na etui otwierane), ale raczej bym radziła zakupy na amazonie, ebay’u bądź aliexpress, gdzie znajdziemy spory wybór porządnych, oryginalnych i nieoryginalnych etui typu „case” w ciekawych wzorach i przystępnych cenach. Przy poszukiwaniu etui typu Case do jakiegokolwiek modelu z dowolnej firmy, należy zawsze dokładnie przeanalizować wymiary czytnika, gdyż nawet z pozoru ten sam model, w nowszej wersji moze mieć inny rozmiar, który uniemożliwi nam korzystanie z zabudowanego etui. W przypadku Kobo Glo różnica jest następująca:
Glo 15, 7 cm × 11,4 cm × 1 cm
Glo HD 15,7 cm × 11,5 cm × 0,92 cm

amazon.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *