Blog,  Książki, Muzyka & Film,  Życie & Codzienność

Wielkie koncerty i dyskryminacja dla dobra niepełnosprawnych?

Twierdzenie, że osoby niepełnosprawne powinny być traktowane normalnie i mieć takie same prawa jak osoby pełnosprawne nie zawsze idzie w parze z rzeczywistością. Niekiedy uprzywilejowanie jest krzywdzące i trąca o dyskryminację. Dziś kilka słów o wielkich koncertach, które MUSIMY oglądać z bardzo daleka bo… NIE MAMY WYBORU.

O tym, że uwielbiam słuchać muzyki na żywo wie każdy, kto mnie zna. Byłam na nie jednym koncercie: większym, mniejszym i ogromnym. Często przemierzałam kilometry, żeby zobaczyć ulubionego artystę, a czasem po prostu szłam do jednego z miejskich klubów, gdzie akurat grał ktoś ciekawy. Mniejsze koncerty zazwyczaj są organizowane w knajpach/klubach i mają to do siebie, że można przyjść i stanąć gdzie się ma ochotę, nikt Ci nie powie, że nie możesz, bo to niebezpieczne, czasem nawet Cię wpuszczą za barierki byś czuł się komfortowo. Większe koncerty odbywają się w małych halach/arenach, jednak dalej możemy wybrać miejsce, jeśli koncert jest siedzący – dla ułatwienia są nam oferowane skrajne siedzenia, ale sam rząd wybieramy sami, natomiast gdy impreza jest stojąca z reguły też nikt nie stwarza problemu, żeby osoba na wózku stała w tłumie. Doskonale pamiętam, jak za małolata razem z moją koleżanką chodziłyśmy na koncerty Ich Troje, wtedy to były naprawdę duże tabuny widzów i my dwie wśród nich. Ogromne koncerty to takie, które są grane w dużych halach sportowych i stadionach, występy te fascynują nas najbardziej, bo spotkać kogoś z zespołu U2, Metallica, Nickelback jest niezwykle ciężko. Organizatorzy takich koncertów jednak nie biorą tego pod uwagę, a może raczej nie biorą pod uwagę tego, że część wózkowiczów także chciałaby poczuć koncertową adrenalinę i pozostawiają nas w czarnej dupie.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jesteście wielkimi fanami np. Bruce’a Springsteena. Wiecie, że na każdym koncercie utrzymuje niezwykły kontakt z publicznością, która zwykle jest w zasięgu jego rąk. Bruce to rozrywkowy gość, poda komuś dłoń, kogoś innego uściska, a jeszcze innego weźmie na scenę. Tego typu sytuacje chce przeżyć niejeden fan, i ten niejeden fan robi wszystko, by mieć choćby cień okazji, kupując sobie bilet na płytę. Ale co jeśli wśród tych „rozrywkowych” fanów znajdzie się osoba na wózku? Nic, taka osoba musi zapomnieć o dreszczyku emocji i porzucić jakąkolwiek nadzieję związaną z przygodą poznania choćby zapachu Bruce’a, ponieważ dla niepełnosprawnych wstęp na płytę/przestrzeń stojąca jest „rzekomo” wzbroniony. Rzekomo, ponieważ żaden przepis nie broni osobie niepełnosprawnej kupna biletu na płytę i spędzenia na niej koncertu. Organizatorzy często się powołują na przepisy BHP, ale tam też nie ma mowy o takiej sytuacji, gdyż byłaby to dyskryminacja. Haczyk znajdować się może w samym regulaminie imprezy, dlatego warto zawsze go przeczytać. Prześledziłam kilka takich regulaminów i w żadnym nie odnalazłam odniesienia do osób na wózkach, była jedynie mowa o tym, czego nie wolno wnosić na teren CAŁEJ imprezy, np.:

jakichkolwiek ostrych, ciężkich, twardych, szklanych, metalowych lub innych przedmiotów mogących stwarzać niebezpieczeństwo dla innych Uczestników lub samego Uczestnika wnoszącego, np. parasoli, lornetek (innych niż teatralne), a także butów, plecaków lub odzieży zawierających twarde lub ciężkie elementy, które mogą przy nagłym i niespodziewanym zetknięciu się z ciałem innego Uczestnika spowodować uszczerbek na jego zdrowiu

Po przeczytaniu tego punktu, zaczęłam się zastanawiać, czy mój wózek może być odbierany jako rzecz zagrażająca innym, oraz mnie samej? Czy jeśli sprawna osoba złamie nogę dwa tygodnie przed koncertem, może być zmuszona do zmiany miejsca, bo jej gips i kula będą niebezpieczne dla pozostałych? Może podaje tu dosyć abstrakcyjne teorie, ale jeśli organizatorzy myślą właśnie w ten sposób, to może niech wszystkich pozamykają w akwariach po pięć osób, by nikt nikogo przypadkiem nie udrapnął? Poza tym, przetoczony punkt dotyczy całego terenu, a więc również trybun, zatem gdyby wózek zaliczał się do przedmiotów potencjalnie niebezpiecznych, nie można by nim było nigdzie wjechać. Ja jako osoba niepełnosprawna, mogłabym sobie nie życzyć, aby ktokolwiek traktował mój mały pojazd jako coś niebezpiecznego – to jedyna metoda mojego poruszania się i nigdy od nikogo nie usłyszałam, by stanowiła ona zagrożenie. Mogę tu podać przykład tramwaju – kiedyś jechałam nim w największym ścisku, ponieważ akurat mieliśmy w mieście Noc Kupały i każdy chciał dotrzeć nad Wartę – ludzie w bimbie byli poupychani tak, że nie było czym oddychać i każdy się o każdego ocierał, ale nikt mnie nie wyprosił z tego tramwaju, bo coś tam. Dlatego wracając do kwestii płyty koncertowej: każdy kto się decyduje tam wejść, zdaje sobie sprawę, że będzie sardynką w puszce, ale mimo wszystko będzie mu tam dobrze. Osoby niepełnosprawne również są świadome i rozumieją pojęcie własnej odpowiedzialności. Nie chcemy, by odpowiedzialność za nas brał organizator, bo po kiego grzyba? Czy bierze on odpowiedzialność za pozostałe 20 tysięcy ludzi? Ogólną może i owszem, ale nigdy nie jest tak, by każdemu uczestnikowi z osobna gwarantował warunki specjalne. Warto też dodać, że tak jak nie każda sprawna osoba ma ochotę iść na płytę koncertową, tak nie okaże się nagle, że wszyscy wózkowicze kupią bilety właśnie tam i zrobią rozpierdówkę. Jeden człowiek woli się bawić w tłumie, inny na trybunach i należałoby to uszanować choćby przez równouprawnienie.

Dlaczego trybuny są tak bardzo nielubiane przez niektóre osoby niepełnosprawne? Pewnie po części dlatego, że jest to jedyne miejsce, które możemy wybrać: przykład 1, przykład 2, przykład 3. Przeważnie daleko, przeważnie wysoko i przeważnie są to miejsca również zagrożone: na koncercie w Berlinie, trzy kroki ode mnie była sobie para, oboje byli pijani jak świnie i nie dość, że zachowywali arogancko, to jeszcze zakłócali porządek i odbiór koncertu. Ochrona może dwa razy ich upomniała, ale na tym się skończyło. Regulamin nakazywał takie osoby usuwać z obiektu. Poza tym: skoro na koncercie nie można być pod wpływem alkoholu, to dlaczego ten alkohol na miejscu sprzedają? To dość abstrakcyjne posunięcie. Analizując jednak dalej położenie miejsc dla osób poruszających się na wózkach, nikt nie pomyślał, by je zrobić też przed sceną za nieco wyższą cenę, dla trzech, do pięciu osób, poprzez odpowiednie ustawienie barierek, które są ruchome. Dwie wnęki nikomu by nie wadziły, a organizatorzy spaliby spokojnie. Wózkowicz, który by chciał to miejsce zająć, to by na nie polował i byłby zadowolony. A tak? Za kwotę dwa razy większą kupujemy bilet na trybunach, gdzieś hen daleko, na pierwszym piętrze, z których kiepsko widać, już nie mówiąc o szansie przeżycia bliskiego kontaktu z naszym idolem.

Ciekawą rzeczą, która budzi równie wiele kontrowersji to ceny biletów dla osób asystujących. Za granicą z reguły za bilet płaci tylko osoba niepełnosprawna, asystent wchodzi za darmo bo… jest asystentem i niekoniecznie musi lubić dany zespół czy rodzaj muzyki – to po prostu jego praca. W Polsce jak się okazuje trochę inaczej to działa – asystent płaci całą kwotę biletu, bo tak i już. Całkiem niedawno miałam tego typu problem, gdy w Poznaniu odbył się koncert U2 Symfonicznie – nikt z moich znajomych nie jest wielkim fanem utworów U2, a już tym bardziej wykonywanych przez polskich artystów, dlatego głupio mi było kogokolwiek namawiać, by zapłacił grubo ponad 100 złotych za coś co może mu się nie spodobać. Organizatorzy co prawda obniżyli cenę biletu asystenta, ale i tak była ona wysoka. Innym absurdem, o którym niegdyś pisały portale, jest obowiązek przychodzenia osoby niepełnosprawnej na ogromne widowiska z opiekunem. Osobiście bym sama na koncert nie poszła, jednakże są wózkowicze w pełni samodzielni, którzy nie potrzebują opiekunów, a tu im nagle ktoś narzuca obecność drugiej osoby, mającej jeszcze płacić za bilet. Z artykułu opisującego to zdarzenie wynikało, że gdy rzecznik praw osób niepełnosprawnych próbował wyjaśnić tę kwestie telefonicznie, osoba po drugiej stronie rzuciła słuchawką. Widać, niektórych wiedza po prostu przerasta.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ chciałabym, aby w końcu każdy miał prawo do własnych wyborów. Są wydarzenia, które mają ludzi łączyć, a nie dzielić, i jeśli osoba niepełnosprawna czuje się na siłach, by uczestniczyć w koncercie tam na dole, gdzie może spełnić swoje marzenia, bo taka jest jej wola, nikt nie powinien tego negować przepisami, które nie istnieją. Warto walczyć o swoje, bo życie jest tylko jedno i być może tylko raz będziemy mogli „powąchać” wykonawcę, który swoimi utworami zmienił nasz los 🙂

Ciekawostki:


1. Andrzej Kaczkowski to chyba jeden z najbardziej charakterystycznych uczestników Woodstock Festiwalu, podczas którego jest wznoszony na rękach przez publiczność i kierowany ku scenie. Zdjęcie ukazujące uprawiany przez niego stage diving, zostało uznane za koncertową fotografię roku.


2. Bono w 2011 roku podczas koncertu w Nashville zaprosił na scenę niewidomego fana, który akompaniował mu na gitarze do utworu „All I Want Is You”. Po wszystkim chłopak dostał gitarę U2 w prezencie. Lider Irlandzkiego zespołu podczas każdego koncertu ma doskonały kontakt z widzami i zawsze ktoś zostaje porwany na „sceniczne deski”.

3. Na wielu forach dotyczących biletów na koncerty poszczególnych zespołów, można zaobserwować dyskusje, z których wynika iż niektórym osobom niepełnosprawnym udaje się wejść na płytę – nikomu nie dzieje się krzywda, a i sami wykonawcy proszą ochronę o wyluzowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *